Po wejściu Sowietów do Lwowa we wrześniu 1939 nie brał udziału w tworzeniu nowego związku literatów, a nawet kontynuował działalność dawnej organizacji, przyjmując twórców niechętnych państwu sowieckiemu. Zginął w 1942 roku zastrzelony na ulicy przez hitlerowców – mimo pomocy przyjaciół nie chciał (jako Żyd) żyć w ukryciu.
Opinie współczesnych Józef Wittlin w eseju Mój Lwów: „[...] Ostap Ortwin nie był hrabią, lecz trudniej o bardziej arystokratyczną postać i duszę. A co się tyczy sponsorowania poetom, po prostu tym się trudnił. Odkrył Staffa, utorował Stanisławowi Brzozowskiemu drogę do sławy, a zwłaszcza do zrozumienia. Był znakomitym krytykiem, ale nie chciało mu się pisać. A jeśli nawet chciał, nie miał na to czasu, ponieważ bezustannie czytał. Czytał wszystko: od Spenglera i Bendy aż do artykułów wstępnych w każdym piśmie codziennym. Swoje opinie zwykł był wyrażać głośnym krzykiem, od którego trzęsły się duże szyby kawiarni «Roma». Tam przeważnie siadywał w godzinach wolnych od pracy zarobkowej. Przed pierwszą wojną był redaktorem wydawnictw Połonieckiego, w czasie wojny austriackim sędzią wojskowym, potem majorem w polskim korpusie sądowym, potem urzędnikiem Targów Wschodnich. Każde zajęcie traktował poważnie i śmiał się ze wszystkich i z samego siebie. Tak jak on chyba tylko olimpijscy bogowie umieli się śmiać.