W oddziałach dońskich atamani wojskowi, polowi i marszowi wybierani byli na czas oddzielnych wypraw. Na Siczy każdy zbieg meldował się u atamana i był zapisywany do danego kurzenia, będącego w czasach pokoju jednostką organizacyjną. Kapitan armii rosyjskiej Zarulski pisał, że „przyjmują każdego bez badania wiary, praw, ojczyzny i przyczyn dla których porzucił dom”.
Mienie każdego kurzenia – budynki, konie, pasza, żywność, broń i kasa – było wspólną własnością zarządzaną przez atamana zwanego bat'ką (ojcem), który organizował nawet posiłki. Na dochody bat'ki składały się „daniny celne” od towarów przywożonych na Sicz (np. wiadro wódki od każdej beczki). Otrzymywał też wynagrodzenie za prowadzone przez siebie sprawy sądowe i podarki od posłów z zagranicy. Prócz tego na Boże Narodzenie i Wielkanoc otrzymywał prezenty od szynkarzy, kupców i rzemieślników, za co musiał poić ich wódką i miodem do chwili, aż sami zrezygnowali z dalszego poczęstunku. Dostawał też pewną część koni schwytanych na stepie.