Gdy po katastrofie promu Challenger zawieszono loty promów, nie wydano żadnych poleceń dotyczących składowania paliwa. Ponieważ nie istniały tak wielkie magazyny dla AP, składowano go po prostu na terenie fabryki. Gdy skończyły się aluminiowe kontenery na utleniacz, użyto zwykłych plastikowych beczek do przechowywania materiałów niebezpiecznych. Ulokowano je na terenie starych parkingów. Podczas katastrofy beczki stały się paliwem dla ognia, wspomaganym przez utleniacz wewnątrz. W czasie katastrofy na terenie fabryki znajdowało się 4000 ton AP.
Najbliższym PEPCONowi budynkiem była wytwórnia pianek Kidd & Co. (150 metrów od fabryki). Inne budynki znajdowały się w odległości przynajmniej 3 km od PEPCONu.
Pożar Według raportu straży pożarnej, ogień powstał około 11.30 w okolicy oddziału suszącego. Burza uszkodziła stalową ramę ze ścianami i dachem z włókna szklanego. Pracownicy chcieli ją zespawać, co wywołało pożar, który rozprzestrzenił się gwałtownie po ścianach. Ogień wkrótce dosięgnął beczek o pojemności 55 galonów (208 l). Pracownicy próbowali ugasić pożar z pomocą węży i gaśnic, bezskutecznie.