Połączony korpus wojsk wielecko-wolińskich, składających się głównie z piechoty, dowodzony przez zwycięskiego jak dotąd wodza Wichmana, nadszedł od północy, z wyspy Wolin i skierował się na południe wzdłuż brzegów Odry. Mieszko, dysponując podobnie jak Wichman około 5–6 tysiącami wojowników, został wsparty dwoma oddziałami czeskiej jazdy, liczącymi kilkuset ludzi. Tak przygotowany oczekiwał nadejścia nieprzyjaciela, i nie spiesząc się z wydaniem bitwy wciągał Pomorzan wraz z taborami w głąb swojego terytorium, gotów ruszyć do boju w dogodnym dla siebie miejscu. Niestety, o ile dzięki kronice niemieckiego mnicha Widukinda z Korbei znany jest przebieg decydującego starcia, to miejsce bitwy pozostaje dla nas nieznane.
Z przekazu wynika, że w decydującej chwili Wichman, oczekując szturmu oddziałów polsko-czeskich rozłożył się obozem. Tymczasem Mieszko wbrew oczekiwaniom Wichmana nie przeprowadził bezpośredniego natarcia. Konnicę ulokował na skrzydłach, skrytą za wzgórzami, a jedynie wojownikom pieszym nakazał posuwać się w stronę obozu przeciwnika, markując w ten sposób główny atak. Widząc nadciągających pieszych, Wichman zdecydował się uderzyć wszystkimi siłami w mniemaniu, że w ten sposób łatwo rozbije liczebnie mniejszy oddział.