Jedyną nadzieją według Strońskiego było to, że prezydent elekt odstąpi od złożenia przysięgi prezydenckiej.
Stanisław Stroński w 1939 w rozmowie z Adamem Pragierem stwierdził, że to co robił w 1922 uznać należy za najcięższy błąd jego życia.
Wysuwano argumenty ksenofobiczne, sugerując, że Narutowicz nie jest Polakiem (z pochodzenia kresowiec z Kowieńszczyzny, z rodziny litwomanów, od młodości mieszkał w SzwajcariiGazeta Warszawska, 10 grudnia 1922.). Sugerowano też, że Narutowicz jako człowiek zamożny może być wykorzystywany do bliżej nieokreślonych interesów światowej finansjery, a wybór nastąpił głosami mniejszości narodowych. Były to nieprawdziwe oskarżeniaD. Pacyńska, Śmierć prezydenta, Warszawa 1965, s. 58.. W rzeczywistości Narutowicz był obywatelem Polski i nie miał nic wspólnego ze światową finansjerą. Narutowiczowi zarzucano też kosmopolityzm, areligijność i poparcie żydostwa, jako wyzwanie rzucone narodowi polskiemu.
Gazety prawicowe podtrzymywały nacjonalistyczne nastroje, a gazety endeckie opublikowały oświadczenie Komisji Parlamentarnej Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej, zapowiadające przeciwstawianie się legalnemu i zgodnemu z konstytucją wyborowi: