Dlatego też Hugh Hopper ocenił album pozytywnie, mówiąc m.in.: Oni byli mocnym koncertowym zespołem i po prostu weszli [do studia] i wykonali swój zestaw, choć oczywiście album nie był tak improwizatorski jak koncerty.

Mimo braku postprodukcji album ukazał unikalne brzmienie zespołu. Co więcej, dodał do ówczesnego rocka jedne z najbardziej zachwycających utworów tego okresu. Soft Machine odróżniały od innych zespołów tego okresu także filozoficzne teksty o życiu.

Jednym z najbardziej oryginalnych elementów albumu jest brak gitary elektrycznej, co było wówczas ewenementem.

Album w pewien sposób kopiuje ich koncerty, które podzielone były zwykle na trzy suity. Ten podział zachował się na albumie, chociaż – ograniczony czasem dostępnym na jednej płycie – w nieco skróconej formie: dziewięciominutowej, trzynastominutowej i dziewiętnastominutowej. Pierwsza część albumu to utwór "Hope for Happiness", który przechodzi w instrumentalny "Joy of a Toy". Tę suitę kończy krótka, improwizowana koda, będąca powtórką tematu "Hope for Happiness".