Wśród ofiar znajdowało się siedmioro dzieci.

Śledztwo Śledztwo wykazało, że cały lot przebiegał bez zakłóceń do momentu, w którym – podczas zniżania, w odległości 13 km od progu pasa – samolot zaczął się z powrotem niekontrolowanie wznosić (samolot znajdował się wówczas na wysokości 600 metrów i podczas całej sytuacji wzniósł na wysokość 1100 m).

Dochodzenie wykazało, że piloci zupełnie nie zdawali sobie sprawy z takiego biegu wypadków - poinformowali bowiem kontrolę ruchu lotniczego, że procedura przebiega jak należy, po czym poprosili o zgodę na lądowanie.

Na monitorze kontroler zauważył jednak, że w istocie samolot nie obniża płynnie wysokości, a wzbija się – polecił więc załodze przejście na drugi krąg. W trakcie przejścia w ten manewr, piloci utracili kontrolę nad samolotem.

Załoga Śledztwo wykazało, że bezpośrednią przyczyną katastrofy była utrata siły nośnej na skrzydłach, w efekcie czego doszło do przeciągnięcia. Samolot znajdował się wtedy na ostatniej, krótkiej prostej przed lądowaniem.

Do takiego stanu rzeczy doprowadziła tzw. „dezorientacja przestrzenna” pilotów – zjawisko częste i bardzo niebezpieczne, mogące wystąpić przy lotach nocnych lub w warunkach uniemożliwiających ujrzenie linii horyzontu.