Warunki w obozie przy ul. Bażyńskich były bardzo trudne, obóz był przez Niemców nazywany obozem powolnego konania. Więźniowie spali na betonowej podłodze. Na jedną osobę przypadało 0,5 m² powierzchni podłogi. Dzienna racja żywieniowa składała się z 250 g chleba, dwóch porcji czarnej kawy, zupy z brukwi, kapusty lub buraków pastewnych. Niektórzy więźniowie otrzymywali żywność od rodzin, którzy dostarczali paczki przez dziurę w płocie od strony północnej. Niemcy wprowadzili specjalny system kar, który miał na celu utrzymanie dyscypliny. Za najcięższe przewinienia więzień mógł być skierowany do obozu koncentracyjnego Stutthof, umieszczony w karcerze lub skierowany do pracy w kompanii karnej. Osoba przyłapana na odbiorze paczki z żywnością mogła zostać pobita. Miały miejsce próby ucieczki z obozu. Ze względu na trudne warunki, dwukrotnie w obozie dochodziło do wybuchu epidemii tyfusu. Ciała zmarłych chowano w więziennej kostnicy. Według relacji więźnia Mariana Kopytki ciała zmarłych były pokryte pyłem węglowym oraz zdeformowane przez szczury. Zmarli byli chowani na cmentarzu przy ul. Grudziądzkiej.