Jednak po ich śmierci, ich rzymskokatolicki siostrzeniec, który odziedziczył posesję, nie wyraził zgody na utrzymanie w budynku kaplicy mariawickiej.

Rozłam w Wierzbicy Gdy w Prędocinie mariawityzm zanikał, w rzymskokatolickiej parafii św. Stanisława w Wierzbicy mianowany został 27-letni wikary, ks. Zdzisław Kos. Ówczesny proboszcz parafii rzymskokatolickiej ks. Marian Bujarczak, pobierał wygórowane opłaty za posługi duszpasterskie, przez co nie był lubiany w swojej parafii. Wikary miał inne podejście do obowiązków, co nie spodobało się proboszczowi. Miał on bowiem szykanować ks. Kosa, a rozmaite plotki na temat tych szykan obiegły parafię, rozbudzając niepokój o los młodego wikarego wśród życzliwych mu parafian.

Ks. Zdzisław Kos został w końcu przeniesiony przez biskupa Piotra Gołębiowskiego do innej parafii, ale w 1962, zachęcany przez swoich dawnych parafian oraz rodzinę, pojawił się ponownie w Wierzbicy, gdzie z ich pomocą udało mu się zająć kościół parafialny i stworzyć związek wyznaniowy o nazwie „Niezależna Samodzielna Parafia Rzymskokatolicka w Wierzbicy”. Część wiernych pozostała jednak wierna biskupowi – dla nich nabożeństwa odprawiano w domu prywatnym lub pod gołym niebem. W miejscowości dochodziło do kłótni i bójek na kamienie, kołki i kłonice, płonęły stodoły. Sprawa dla ks.