Motecuhzoma sięgał bez żadnych osłonek po hegemonię.
Gdy Nezahualpilli powiedział Motecuhzomie, że mędrcy Tetzcocańscy przepowiedzieli obcą hegemonię nad Doliną Meksyku, władca Tenochtitlánu zażądał dowodów na te słowa. Nezahualpilli zaproponował mecz w tlachtli, stawiając Texcoco przeciwko trzem kogutom. Zwycięstwo miało przypaść temu, kto pierwszy zdobędzie 3 punkty. Nezahualpilli wygrał partię, a Motecuhzoma potraktował to jako zły omen.
Motecuhzoma był osobą niezrównoważoną emocjonalnie. Łatwo ulegał depresjom, był skłonny do melancholii i mistyki. Po przegranej w tlachtli ogarnął go strach, że straci swe królestwo na rzecz obcego przybysza. Nie poniechał jednak myśli o hegemonii w trójprzymierzu. Namówił Nezahualpilliego, aby wysłał swą armię na Tlaxcallan, po czym oskarżył o to, że chce przejąć Tlaxcalę, wbrew regułom kwietnych wojen. Poinstruował także Tlaxcallan, wskazując na miejsce obozowiska Acolhuan. O brzasku Tlaxcallanie zaatakowali Acolhuan, a wojska Tenochtitlánu wraz z Motecuhzomą przyglądało się tej rzezi sprzymierzeńców z pobliskiego wzgórza. Nezahualpilli niezwłocznie skierował ambasadorów do Tenochtitlánu, domagając się wyjaśnienia tej sytuacji oraz powodu, dla którego wojska Tenochtitlánu pozostały bierne i nie pomogły Acolhuanom.