W kolejnej fazie bitwy Brygada „Żejmiana” uderzyła na rozproszonych przez „Ronina” Niemców i wyszła na przedłużenie prawego skrzydła 4 Brygady. Na tym obszarze działali już spadochroniarze niemieckiego 16 pułku. Najpierw zaatakowali kawalerię „Dobka”, potem starli się z pododdziałami „Żejmiany”, a następnie uderzyli na kompanie strzeleckie „Ronina”. Natarcie spadochroniarzy na „Ronina” przerwało front 4 Brygady, odrzucając na bok kompanię „Rydza” i odcinając sierż. „Zagończyka” z kilkoma ludźmi od jego własnej kompanii. Przy „Roninie” pozostała 2 kompania bez dowódcy i 3 kompania ppor. „Pika”. W odwodzie posuwała się za nim kompania szkolna Jan Hajczuka-Łewandowskiego „Podlasiaka”. Część sił 16 pułku strzelców spadochronowych uderzyła na 1 kompanię, czasowo dowodzoną przez pchor. „Koraba”. Oddziały polskie zmuszone były wycofać się do lasu. Rozpoczęły się walki w małych grupach. Ten sposób walki zrównał szanse obu stron. Na nowych pozycjach obronnych „Ronin” zatrzymał natarcie całego pułku strzelców spadochronowych. 4 Brygada zagięła skrzydła swojej obrony i nie pozwoliła się obejść. Około 12.00 do „Ronina” dotarł goniec od „Węgielnego” z rozkazem wycofania się. „Ronin” jednak odmówił wykonania rozkazu. Wycofanie się w tamtych warunkach groziło, jego zdaniem, zagładą, jeśli nie całej, to znacznej części brygady.