Początkowa cześć wyprawy odbyła się bez szczególnych utrudnień, a samoloty japońskie nie pojawiły się do popołudnia. Kilka niezidentyfikowanych samolotów okazało się być patrolowymi samolotami Marynarki PB4Y. Dwa z trzech krążących w ramach CAP dywizjonów zostało wysłanych przeciw, jak się później okazało, własnym samolotom. W tym czasie przez obronę prześlizgnął się inny samolot, tym razem wrogi. Jedynie słaba celność pilota „Judy” spowodowała, że „Franklin” nie został trafiony kolejną bombą. „Alaska” próbował zestrzelić wroga. Ostatnia salwa z dział krążownika spowodowała, że poparzona została obsada działa 40 mm. Później tego samego dnia na pokład jednostki zostało przekazanych 15 ludzi z „Franklina” na leczenie.
Następnego dnia rankiem „Alaska” podjął rolę okrętu nadzorującego i sterującego myśliwcami i kontrolował trzy dywizjony samolotów z lotniskowca „Hancock”. O 11:43 radar SK wykrył w odległości 56 km (35 mil) wrogi samolot. O 11:48 naprowadzone przez niego myśliwce spostrzegły samolot i o 11:40 strąciły Kawasaki Ki-45 „Nick” w odległości 31 kilometrów (19 mil).