Kazał więc dać znać do Rymanowa, skąd Żydzi przyjechali i jako swego zabrali ze sobą. W tym samym czasie utworzyła się banda rozbójników w okolicy, która wszędzie postrach rozsiewała, pod dowództwem Żyda Wulfa. Napadała dwory, rabiowała, męczyła, zabijała. Jednym razem napadła na dworek zamożniejszego szlachcica nazwiskiem Kitajgrodzki i chciała go zrabować. Szlachcic ten był dobrze uzbrojony, strzelił kilka razy i tak szczęśliwie, że ranił samego Wulfa. Zbójcy oddalili się uniósłszy go, a ten miał powiedzieć: -Odwiedzę ja cię jeszcze! Odpowiesz mi za zranienie mnie! Będę pasy z ciebie darł! Kusa rada, Kitajgrodzki siada na konia, dobiera sobie dwóch szlachty oczajduszów, hulaków ale odważnych, w celu śledzenia Wulfa, by go uchwycić. Jadąc trop w trop za nim śledził go aż ku Dynowowi, miasteczku zamieszkałym przez samych prawie Żydów. Tu zgubił całkiem ślad i nadzieję uchwycenia Wulfa. Jednakowoż puścił się jeszcze dalej uważając na jadących Żydów. Nareszcie spotyka Żyda, wiozącego jednym koniem dość dużą beczkę. Zatrzymuje go i pyta, a spostrzegłszy pomieszanie woźnicy zsiada z konia z towarzyszami, by przetrząść wózek. Rusza beczkę, dno opada i znajduje w niej zranionego Wulfa. Oczywiście wiąże go i oddaje do sądu.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Michał Ostaszewski · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.