Niewiele myśląc zatrzymuje go; Żyd przestraszony upokarza się i prosi przebaczenia tłumacząc się, że nie był w chęci zarwania go, lecz nieudana spekulacja wtrąciła go w to nieszczęście, dając na dowód rzetelności, że co miał tylko, chciał oddać, a że pan nie przyjął, to nie jego wina. Ostaszewski widząc, że Żyd był rzetelny i że prawdziwie tylko nieszczęście przyprowadziło go do bankructwa, puścił go mówiąc: - Nic ci złego nie zrobię, idź sobie! Żyd drżący z przestrachu ukłonił się nisko i odszedł. Ostaszewski targował dalej sukno. Wtem czuje, że go ktoś chwyta za nogi. Patrzy, a to ten Żyd wrócił. Pyta więc: - Czegóż ty chcesz jeszcze ode mnie?! – Wielmożny Panie, zimno, a ja taki obdarty nigdzie się pokazać nie mogę. Kup mi Wielmożny Pan 4 łokcie sukna na opończę. – Czy ty oszalałeś?! Nie dość, że mi przepadło 5.000 złp. u ciebie, jeszcze ci sukno mam kupić?! Żyd nie ustępował, ale ciągle prosił. Ostaszewski ulitował się nareszcie i uniesiony wspaniałomyślnością kazał kupcowi odmierzyć mu 4 łokcie sukna po 4 złote, a zatem za 16 złp.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Michał Ostaszewski · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.