Po bitwie grochowskiej był zdecydowanym zwolennikiem rokowań z rosyjskim dowódcą Iwanem Dybiczem i kapitulacji. Nie taił swego przekonania o daremności walk i spodziewał się szybkiej, całkowitej klęski. Przyczynił się do mianowania wodzem naczelnym podobnie myślącego Jana Skrzyneckiego. Ignacy Prądzyński zarzucał Łubieńskiemu niedołężność w prowadzeniu ofensywy przeciwko korpusowi Rosena. W kampanii zakończonej bitwą pod Ostrołęką generał Łubieński dowodził prawym skrzydłem, osłaniającym Skrzyneckiego. Miał pod komendą 11 900 żołnierzy i 26 dział. Iwan Dybicz zaskoczył jednak nie wykazującego aktywności Łubieńskiego, który zmuszony do działania pokazał, że nie zapomniał jak się walczy. Sprawnymi manewrami wydostał się przebojem z okrążenia pod Nurem, ponosząc przy tym bardzo nieznaczne straty i wycofał się w kierunku Ostrołęki. W bitwie stoczonej pod tym miastem (26 maja) Łubieński stał w odwodzie, a po klęsce opowiedział się za odwrotem w kierunku Warszawy. 1 czerwca Skrzynecki awansował Łubieńskiego do stopnia generała dywizji i mianował szefem sztabu. Na tym stanowisku okazał się on dobrym organizatorem, dbającym o zaopatrzenie. Szefem sztabu pozostał również przy kolejnych naczelnych wodzach, a 15 sierpnia sam odrzucił propozycję objęcia dowództwa.