Następnym etapem było pojawienie się zespołów, które nie były ani jazzowe, ani rockowe, chociaż z reguły traktuje się je jako zespoły rockowe. Trzeba tu wymienić brytyjski zespół awangardowy i eksperymentalny Henry Cow oraz amerykańską radykalną grupę Captain Beefheart and His Magic Band. Oba zespoły spotkały się z niezrozumieniem krytyki, a także większości publiczności, zwłaszcza wychowanej na bardziej komunikatywnej muzyce grupy Pink Floyd.

Kolejna grupa muzyków, która wymknęła się spod czujnego nadzoru stróżów kanonów, to byli muzycy po konserwatoriach, którzy przeszli na stronę muzyki improwizowanej, a takie pojęcia jak swing czy synkopa raczej nie budziły ich zainteresowania. Ich muzyki, chociaż przecież była improwizowana na koncertach z pewnością nie można było nazwać jazzem.

Istotnym zjawiskiem stał się także gwałtowny rozwój nowych, popularnych rodzajów muzyki adresowanych do szerokich mas. Z bluesa powstał rhythm and blues, który odwrócił uwagę afroamerykańskiej młodzieży od jazzu, a w szczególności od jazzu rewolucyjnego, Nowej Rzeczy (ang. New Thing), Wspaniałej Czarnej Muzyki (ang. Great Black Music), które w zamierzeniu twórców miały być muzyką dla Afroamerykanów. Tymczasem słuchaczami nowej muzyki w klubach byli biali intelektualiści i studenci.