Davisa, który właściwie prawie się odseparował od wszystkiego, zainspirowały na tyle, że w czerwcu wraz z nowym zespołem wszedł do studia nagraniowego aby nagrać muzykę, której plonem będzie On the Corner i część albumu Big Fun.
Po wydaniu On the Corner zdobył uznanie właściwie wszystkich, od nowych fanów wywodzących się z rocka do Afroamerykanów. Jedynie spetryfikowani krytycy jazzowi nie potrafili powiedzieć nic sensownego.
Pod wieloma względami album ten wyprzedził czas, w którym tkwił jazzowy światek, chociaż dla współczesnej „klasycznej” muzyki nie był żadną nowością. Chodzi tu o manipulowanie taśmami magnetofonowymi z nagraniem muzyki. Technika ta została rozwinięta w szkole paryskiej i darmsztackiej jeszcze w latach 50. XX wieku. Buckmaster, będący pod wpływem Arnolda Schönberga, przeniósł te idee do muzycznego kręgu Davisa. Tak zaczęła się epoka, która będzie trwać aż do 1980 r.
Podczas nagrywania On the Corner używano wielu magnetofonów (w tym 16-ścieżkowego) i stosowano overdubbing.