I pomyślał: — Sprawa prosta. Trza z młodymi tutaj zostać. Trza otuchę dać biedocie, toć ja dla nich niby ojciec. Póki bracia tutaj są, zniosę z nimi dolę złą. ———————————— Minął rok drugi, ciężki jak wiek. — Hej chłopie, chłopie, staryś ty człek. Już się do pracy nie nadasz nam, więc cię wypuścim dziś zza tych bram. Wrócisz do Sprzęcic, do swojej wsi, pewno ci ona co noc się śni.

Spojrzał stary w ciszy w oczy towarzyszy, w oczy śląskiej młodzi, co to jej przewodzi. Twarda w starym dusza, uparta i mocna, nic jej nie poruszy, jak się zatnie do cna. — Póki bracia tutaj są, zniosę z nimi dolę złą. ———————————— I znów rok minął długi jak wiek: praca nad siły, męka i głód. — Ledwie już dycha — Niemiec tak rzekł — trza go uwolnić, bo zemrze wprzód. Nie będzie sławny wśród swoich już, gdy ich opuści, rzekną, że tchórz.

Spojrzał stary w ciszy w oczy towarzyszy, w oczy śląskiej młodzi, co to jej przewodzi. Czy ma ich zostawić, aby sam się zbawić? Toć to dla Ślązaka niehonor rzecz taka. I raz trzeci wrogom rzekł udręczony, stary człek: — Póki bracia tutaj są, zniosę z nimi dolę złą. ———————————— I został. I młodych krzepił: — Niedługo będzie już lepiej. I wlewał siłę oczyma. — Przetrzymać ino, przetrzymać… Aż raz — śmierć przyszła.