W nocy przed końcem pierwszej straży (około godziny 21.30-22.00) statki i łodzie zagarnięte pod Metlosedum obsadzone zostały legionistami i w kompletnej ciszy popłynęły około sześciu kilometrów w dół rzeki. Żołnierze wyszli na brzeg w okolicy dzisiejszego Point-du-Jour, gdzie mieli czekać na przybycie głównych sił. Labienus pozostawił na straży w obozie 5 kohort z VI legionu, gdyż według niego stanowiły najmniejszą wartość bojową. Pozostałe 5 kohort VI legionu wymaszerowało około północy w górę Sekwany jako ochrona taborów. Zgodnie z rozkazem wodza żołnierze szli czyniąc hałas i zamieszanie, żeby zwrócić uwagę nieprzyjaciela. Również równolegle do posuwających się taborów wysłane zostały w górę rzeki łodzie obsadzone legionistami mające za zadanie czynić jak najwięcej hałasu. Labienus przekonany o tym, że podstęp się udał wyszedł potajemnie z obozu na czele trzech legionów (IV, VII, XII) i pośpiesznym marszem ruszył w dół rzeki w kierunku czekających już tam łodzi i części oddziałów. Podczas ulewnej burzy, jaka się rozpętała legiony przeprawiały się przez Sekwanę nie niepokojone przez Galów. Jednak Kamulogen nie dał się zmylić i przekonany o tym, że Rzymianie chcą forsować rzekę w trzech miejscach, również rozdzielił swe siły na trzy części w taki sposób, że każdemu z oddziałów rzymskich towarzyszył odpowiedni oddział Galów.