W 1938 roku niebezpieczeństwo czuło się w powietrzu. Siergiej Szpigelglas [przyjaciel Sudopłatowa], zastępca szefa Wydziału Zagranicznego NKWD [następnie pełniący obowiązki szefa], stawał się z każdym dniem coraz bardziej ponury. Zarzucił nawet swój zwyczaj spędzania weekendów ze mną i innymi przyjaciółmi z pracy. Niespodziewanie we wrześniu 1938 roku, podczas przejażdżki łodzią po rzece Moskwie zastrzeliła się sekretarka szefa NKWD Jeżowa. Na dół przesłano zagadkową dyrektywę, zgodnie z którą żaden rozkaz aresztowania nie był ważny bez podpisu Berii, I zastępcy Jeżowa. Opowiadano, że Beria mówi o Jeżowie daragoj Jożik, a więc zażyle i przyjacielsko, używając zdrobniałej formy jego nazwiska, poklepując go poufale po plecach. Ale to przyjacielskie zachowanie było pokazem na zewnątrz. Trudno to wyjaśnić, ale czułem, że coś złowieszczego wisi w powietrzu. W centrali na Łubiance ludzie nie byli skłonni do dyskutowania na jakikolwiek temat. Nie było żartowania ani plotkowania. Mówiono, że komisja z Komitetu Centralnego sprawdza działania NKWD. Dokładnie pamiętam dramatyczny rozwój sytuacji, jaki nastąpił później. W listopadzie, w przededniu uroczystości rocznicowych rewolucji, o 4.00 rano zbudził mnie telefon. Odezwał się Władimir Kozłow, szef sekretariatu Wydziału Zagranicznego.