Dróżnik stwierdza, że miał „istny dzień nieszczęść”; jego chora żona Zofia została odwieziona do szpitala, a on sam musiał się zająć dziećmi. Kamera pokazuje, iż w trakcie jego nieuwagi jedna z córek podmieniła kolejność lamp, znajdujących się na ławie, w wyniku czego dolał on do jednej lampy podwójną porcję nafty. Druga z lamp, która posiadała szczątkową ilość nafty, szybko zgasła na semaforze.

Karaś, jako bezstronny sędzia podczas zebrania komisji, rekonstruuje przebieg zdarzeń, który ujawnia szereg nieprawidłowości ze strony kolejarzy. Jak się okazuje, maszynista Orzechowski – który z tęsknoty za dawnym stanowiskiem przyszedł w odwiedziny do Sałaty – zauważył zgaszoną lampę. Na darmo zużywając osiem zapałek przed pojawieniem się pociągu i nie mogąc zapalić lampy, celowo wszedł na tory, dając znaki Zaporze. Dzięki swojej ofierze Orzechowski zapobiegł wykolejeniu się szybko jadącego pociągu i znacznie większej katastrofie. Potem zalega cisza, którą przerywa Tuszka, otwierając okno na oścież ze słowami: „Duszno tu”.