Wyprowadzenie owiec było poprzedzone zabiegami o charakterze magicznym, które miały je uchronić przed złym losem i przed zaczarowaniem. W tym celu rozpalano ogniska i przeprowadzano owce przez ogień. Rozpoczynało go wskrzeszenie „świętego ognia” w kolybie (szałasie pasterskim). Zwyczaj nakazywał, aby od tego dnia palił się nieustannie podtrzymywany przez głównego owczarza – bacę. W dalszej kolejności prowadzono owce wokół małej jodełki lub świerka wbitego w ziemię – tzw. mojki (która miała symbolizować zdrowie i siłę wszystkich obecnych na hali) i okadzano je palącymi się ziołami oraz połaźniczką przyniesioną na sałasz. Miało to na celu oczyszczenie ich z chorób i zapobieżenie nieszczęściu. Następnie kierdel był zaganiany wokół niej trzykrotnie, co miało na celu skupienie owiec w jedną gromadę i zapobieganie ucieczkom pojedynczych zwierząt. Baca miał za zadanie pociągnąć owce za sobą, pomagając sobie przy tym solą, którą posypywał stado. Juhasi z pomocą psów i gwizdów podrywali stado oraz pilnowali, aby owce szły za bacą. Źle wróżyły owce, które wypadły poza okręg. Wierzono, że ile owiec wypadnie poza krąg, tyle zginie w nadchodzącym sezonie.