Żaden z pracowników MPK nie został obarczony odpowiedzialnością za spowodowanie wypadku.

Teorie spiskowe Chociaż była to największa do tej pory katastrofa tramwajowa w Polsce Ludowej, ówczesna prasa niewiele napisała o wypadku. W Kurierze Szczecińskim pojawiła się krótka relacja, a następnego dnia już tylko zdawkowy komunikat, z którego wynikało, że komisje badają przyczyny katastrofy. W sprawę zaangażowana była milicja, SB, władze Szczecina i komisja ówczesnego ministerstwa gospodarki komunalnej. Władze początkowo podejrzewały, że to sabotaż. Szybko wycofano się z tej tezy. Sprawa została zatuszowana i poza mieszkańcami Szczecina niewiele osób wiedziało o wypadku. Były jednak wyjątki, np. o wypadku dokładnie poinformowało Echo Krakowa z dnia 8 grudnia.

Wkrótce po katastrofie w materiałach tzw. drugiego obiegu, zaczęły funkcjonować teorie spiskowe, z między innymi tą, która obarczała odpowiedzialnością środowiska frakcyjne w PZPR. Rok 1967 w środowisku szczecińskim był okresem nasilonych konfliktów o podłożu antysemickim, a także walk między frakcjami „puławian” i „natolińczyków” w ramach partii. Ci pierwsi mieliby być autorami rzekomego zamachu, w efekcie którego miało dojść do odwołania władz miasta wspieranych przez wysoko postawionych w strukturze partyjnej natolińczyków.