Następnego dnia Jan Kazimierz opowiada Wojewodzie o napaści na swojego pazia, w której to Mazepa został ranny w dłoń. Gospodarz obiecuje ukarać sprawców tego zuchwałego czynu, jednak z toku rozmowy zaczyna się domyślać, że Mazepa został ranny podczas schadzki z jego żoną i kipi z zazdrości. Król, widząc to, próbuje ratować sytuację, mówiąc, że ostatecznie nic się nie stało, zaś jego dworzanin sam jest sobie winien. Nie udaje mu się jednak zmylić zazdrosnego męża. Po Wojewodzie u króla zjawia się Amelia, która skarży się na Mazepę. Mówi, iż ten napastował ją, gdy ta szła na mszę do kościoła. Król udaje współczucie do jej problemu, a jednocześnie sam w sposób dość obleśny wyznaje jej miłość. Amelia widzi, że u władcy nie znajdzie pomocy i odtrąca zaloty Jana Kazimierza, po czym odchodzi. Rozwścieczony tym władca wzywa do siebie Mazepę i oznajmia mu, że ten ma jechać z listami do królowej. Jednocześnie Zbigniew czuje się zazdrosny o macochę i chce zaatakować pazia. Wojewoda, widząc to, odciąga go na stronę i wyjawia, że sam planuje ukarać zuchwałego dworzanina. Ojciec oczywiście nie domyśla się, że ma rywala we własnym synu i jest pewien jego lojalności. Zapowiada przyszłą zasadzkę na Mazepę.