Witek zapytany, co w jego życiu było najważniejsze, z powagą odpowiada: przyjaźń z Edwardem Stachurą. Zapewnia, że to on ukształtował go jako poetę i wprowadził do poetyckiego świata. Od niego uczył się formy i piękna. Dzięki niemu poznał wiele wpływowych osób ze Związku Literackiego, choć przyznaje, że na początku był nieco nieokrzesany, Stachura tłumaczył mu, że musi ochłonąć i panować nad swoimi emocjami.

Dla Witka Różańskiego Stachura był tym, kim on nigdy nie odważył się być. Ciągle w drodze, w ruchu, zapisujący wszystko: od wschodów słońca po ruch gwiazd, metafizyk i egzystencjalista, poeta kosmopolityczny i uniwersalny, zafascynowany innymi światami. Wspomina, że w Boga nie wierzył, ale często chodził do kościoła, aby posłuchać ciszy. Tak jak było po wypadku motocyklowym w którym zranił sobie nogę. W przychodni opatrzyli mu ranę niezbyt dokładnie, poszli później do poznańskiej fary, tam Stachura uspokoił się i wyciszył. Witek był dla Steda jego poznańskim przewodnikiem, odwiedzali wspólnie przyjaciół: Krystynę Orłow, Szczęsnego Górskiego, biofizyka, z którym rozmawiali o filozofii Wschodu, Barbarę Stawicką i malarza Ildefonsa Houwalta w jego pracowni przy ulicy Wronickiej. Edward Stachura w Poznaniu miał wieczory autorskie, najczęściej w akademikach Cicibór i Akumulatory.