Mąż po powrocie do domu dowiaduje się, że żona trafiła do domu wariatów. Mąż poetyzuje swoją moc autodestrukcji i samotność żony. Przybywszy do szpitala jako przyjaciel męża, dowiaduje się, że stan żony jest krytyczny. Głosy wariatów ogłaszają się Bogiem, królem, wzywają do ścinania głów królom, zapowiadają dzień strasznego sądu. Żona bardzo osłabiona wyznaje mężowi, że stała się go godna, bo Bóg spuścił na nią ducha poezji: wypowiada poetyczne słowa, mówi wierszem. Zawiadamia go, że sprawiła, że ich syn też będzie poetą. Wariaci mówią o zamordowanych królach i nadchodzącym sądzie. Żona głosi mężowi, co by było gdyby Bóg oszalał. Każdy człowiek krzyczałby, że jest Bogiem. Światy konałyby jeden po drugim. Chrystus rzuciłby swój krzyż, który rozbiłby się na kawałki, a z nim nadzieja zbawienia. Zapewnia męża, że ich syn sprawi mu wiele radości i żegna się z nim. Mąż woła umierającą po imieniu: Mario.

Część II mały|Zygmunt Krasiński w wieku ośmiu lat. Dziesięcioletni Orcio modli się nad grobem matki, układając własne rozwinięcia modlitwy Zdrowaś Maryjo. Przyznaje się też ojcu, że nawiedza go widzenie matki, która zapewnia, że zbiera dla niego natchnienia, aby ojciec nie przestał go kochać. Mąż prosi Boga o oszczędzenie jego dziecka.