Wynika to z dalekiego echa prawa rynków Saya-Ricarda, które mówi, że produkcja poprzez strumień płac i zysków zapewnia zagregowany popyt na pakiet produktów o tej samej wartości, więc gospodarka poza stanem wojny albo innego kryzysu zewnętrznego, znajduje się stale w punkcie równowagi, oszczędności równają się inwestycjom. Jednak jak zauważył J.M. Keynes w “Ogólnej teorii zatrudnienia procentu i pieniądza”, płace i ceny są generalnie sztywne, nie mają tendencji do tego samooczyszczenia. Potwierdzają to badania empiryczne od dekad, ponieważ modele neoklasyczne są skrajnie abstrakcyjne dla firm, o czym one same wspominają. Nie zakładają w sobie efektów zewnętrznych, jak np. wpływ płac na wydajność.
Ceny są w większości przypadków oparte na kosztach, czyli przedsiębiorca zlicza wszystkie koszty, dodaje oczekiwaną marżę, przez co ta cena jest dostosowana per se do niego, a nie sytuacji na rynku. Im większe firmy, tym bardziej opierają się na planowaniu, a nie dostosowaniu do aktualnej sytuacji. Płace przez rozwój kapitalizmu stały się coraz bardziej stabilne, pomijając wpływ związków zawodowych i samych pracowników. Chociaż można zauważyć, że już na początku XIX wieku zaobserwowano pewną sztywność w płacach i niechęć w walce z robotnikami.