Nie mógł. Polk był jednym z trzech generałów-poruczników i nie został – jak dotąd – odwołany. Bragg ryzykowałby własną karierą czyniąc to właśnie w tym momencie. Ponadto Bragg wiedział, że Polk – nieposłuszny i oporny – jest jednocześnie odważny i zdolny do wyjątkowego poświęcenia. Na to teraz liczył.

Najdalej na prawo wysunięta dywizja korpusu Polka – a mianowicie dywizja Breckinridge’a – miała uderzyć na skrajnie lewy korpus unionistów Thomasa o 7 rano. Nic takiego nie nastąpiło; Polk właśnie spożywał śniadanie. Bragg pogalopował na miejsce i wymógł atak o godzinie 10. Wcześnie rano pole przyszłej bitwy zaścielała mgła. Konfederaci mogli niepostrzeżenie podejść i zaatakować unionistów; teraz było już za późno: mgła podniosła się. Atakujący umocnione pozycje żołnierze Południa byli masakrowani. Brygada za brygadą wchodziła w gęste zarośla i ginęła nawet nie widząc nieprzyjaciela.

Przeciwnie Longstreeta, który ustawił swój korpus w kolumnę – żywy taran – który miał zmiażdżyć przeciwnika. Zamiar mógł się powieść, bowiem podwładny Rosecransa, generał Wood, wycofał się i otworzył lukę w linii unionistów.