Ładownia bywa też przelotowa, na całej długości okrętu, z dostępem także od rufy. Dzięki małemu zanurzeniu, okręt dopływa do brzegu, po czym sprzęt wojskowy zjeżdża na plażę lub do płytkiej wody za pomocą dziobowej rampy. Główną wadą takiego rozwiązania jest ryzyko utraty bezpośrednio podchodzącego do brzegu okrętu na skutek przeciwdziałania obrońców. Dlatego też okręty tego rodzaju o większych rozmiarach budowano po wojnie w mniejszych ilościach (głównie w krajach bloku wschodniego i Polsce), przy czym często głównym sposobem ich wykorzystania był desant czołgów pływających i pływających transporterów w pewnej odległości od brzegu. Bezpośrednie podejście do brzegu pozostawiono natomiast przede wszystkim mniejszym i tańszym okrętom (barkom) desantowym, działającym samodzielnie lub stanowiącym wyposażenie większych okrętów.
Już w latach 30. pojawiły się w USA i Japonii nieliczne eksperymentalne okręty desantowe (klasyfikowane też jako transportowce desantowe) o budowie zbliżonej do statków transportowych, które przenosiły na pokładzie i spuszczały na wodę za pomocą żurawików mniejsze kutry i barki desantowe.