Boruta-Spiechowicz na czele jednego z oddziałów usiłował przebić się w kierunku Lwowa, pozostałe rozbite oddziały 20 września skapitulowały.

Zadanie, jakie powierzono gen. M. Borucie-Spiechowiczowi, było wyjątkowe. Długotrwałe walki odwrotowe przekraczały ludzkie siły fizyczne i psychiczne. Jak wspominał gen. Józef Kuropieska, momenty depresji przeżywał sam gen. M. Boruta-Spiechowicz. Po przełamaniu linii Dunajca przez wojska niemieckie, uznał, że wszystko stracone i postanowił odesłać sztab GO do Przemyśla, a sam przedzierać się do odciętych oddziałów, aby walczyć z nimi do końca, w tej – jak mu się wydawało – beznadziejnej sytuacji. Wielu historyków zarzuca gen. M. Borucie-Spiechowiczowi popełnienie poważnych błędów, szczególnie w ostatniej fazie kampanii, tzn. zbieranie oddziałów za Sanem i skierowanie się na Bełżec i Narol (18 września), wreszcie zbytni pośpiech, który przyczynił się do rozbicia najpierw 21 DP, a w końcu całej GO.