filozof podkreśla konieczność położenia nacisku na taniec, a inżynier Mamoń deklaruje, że podobają mu się tylko piosenki, które „dobrze zna”. Kolejną śpiewaczkę kaowiec poucza, by ta nie kończyła przyśpiewki słowami „spotkamy się w niebie”. Podczas gdy trwają próby śpiewu, kaowiec otrzymuje od poety donos na obecność w damskiej ubikacji napisu „głupi kaowiec”. Później grupa pasażerów upija się z kaowcem, który krytykuje smutne interpretacje śpiewu młodzieńca Józia i forsuje własną wizję. Pada propozycja, by Józio został przeniesiony do sekcji gimnastycznej. Uczestniczy w niej też filozof, który skarży się przed kaowcem, że nie chce być „jednocześnie twórcą i tworzywem”. Inicjuje grę w salonowca, klepiąc kaowca po pośladkach, za co zostaje kilkakrotnie przezeń skarcony.
Pogrążoną w marazmie wycieczkową mikrospołeczność ogarnia entuzjazm do wspólnej zabawy. Organizują więc teleturniej, wspólną gimnastykę a następnie bal maskowy, na którym tężyzna fizyczna ma odgrywać – obok kultury i sztuki – najważniejszą rolę. Wydarzenia przybierają niebezpieczny obrót, ale organizatorzy nie są w stanie powstrzymać przebiegu zdarzeń, a fałszywy kaowiec upaja się coraz większą władzą nad wycieczkowiczami.