Wstrząsający jest fakt, że miejscami najtragiczniejszych masakr zostały kościoły oraz szpitale. Była to dobrze zorganizowana taktyka eksterminacji, polegająca na tym, że gromadzono jak największą liczbę ofiar w jednym miejscu. Następnie odcinano im wszelkie możliwe drogi ucieczki i gładzono wszystkich. Prefekt Kibuye nakazał żandarmom gromadzić ludzi, którzy zostali wcześniej wpisani na listę śmierci, w dwóch miejscach: w kościele i na stadionie. Prefekt zapewnił ofiary, że to dla ich własnego bezpieczeństwa, że dzięki temu uda im się uniknąć aktów przemocy, które szerzyły się w całym kraju. Akcja kierowania ludzi do tych „bezpiecznych stref” trwała dwa tygodnie, po czym ci sami ludzie, którzy mieli ich chronić, ruszyli do ataku. Nieludzkim również czynem było przymuszanie Tutsi do zagłady własnej rodziny, w przeciwnym wypadku wszystkich czekałyby nieludzkie tortury, a po nich dopiero śmierć. Piętnastego czerwca 1994 roku Francja ogłosiła, że podejmie interwencję zbrojną w celu przerwania machiny śmierci. Powodem, obok czysto humanitarnych, była chęć odbudowy nadszarpniętej reputacji państwa opiekuńczego, w związku z rozpowszechnianymi informacjami o sprzedaży broni zamordowanemu prezydentowi. Dwudziestego drugiego czerwca Rada Bezpieczeństwa ONZ udzieliła zgody Francji na interwencję.