Cortez wykrył wymierzony w niego spisek, kierowany przez jego żołnierza, Antoniego Villafanę. Wyrokiem sądu doraźnego Villafana został skazany na śmierć i powieszony we framudze okiennej. Ksiądz Diaz, należący do poprzedniego sprzysiężenia ocalał. Przemyślny wódz oszczędził go pragnąc uniknąć zamieszania wśród Indian, wśród których chciał szerzyć chrześcijaństwo. Przed śmiercią Villafana poprosił o spowiedź. Ksiądz Diaz, zapytał skazanego, co go sprowadziło pod szubienicę. Usłyszał w odpowiedzi, że to co zdarzyło się 555 lat temu, która to liczba jest bardziej groźną niż apokaliptyczne 7000. Przez następne tygodnie walk o ostateczne zdobycie stolicy Azteków, ksiądz Diaz rozmyślał nad grzesznością przypisywania rozstrzygającego znaczenia dla ludzkiego życia nie Bogu tylko liczbom i nad ważnością udzielonego przezeń rozgrzeszenia.
Diaz łatwo obliczył, że skazanemu chodziło o rok 966, ale nie wiedział, co takiego się wówczas wydarzyło. Potem miał sen. Spadał razem ze skazańcem w przepaść, na której dnie jarzyły się oczy niezliczonych par meksykańskich kotów. Wśród towarzyszy wyprawy nie znalazł historyków, tylko znawców legend arturiańskich. Zwrócił uwagę na opowieść o rycerzu z lwem, a więc dzikim kotem, Iwenie.