Celem ich ataków byli również holenderscy kolaboranci nazistowscy i zdrajcy we własnych szeregach.

Trzy dziewczyny wpadły w spiralę coraz ostrzejszych działań, które bynajmniej nie pozostawiły po sobie emocjonalnego śladu. Freddie nie żałowała swoich działań: „Nie miałam współczucia. Ja nie strzelałam do człowieka, ale do wroga, który zdradził innych ludzi”. Jako starsza kobieta powiedziała w wywiadzie: „Tak, sama pociągałam za spust i patrzyłam jak upadają. A co się w nas dzieje w takim momencie? Chcesz pomóc im wstać ponownie. […] Ale trzeba było to zrobić. To było zło konieczne.”. Kiedy Freddie została zapytana kiedyś, ilu wrogów zabiła, odpowiedziała: „Żołnierza nie powinno się o to pytać”.

Okres powojenny mały|Freddie Oversteegen (po lewej), Truus Oversteegen (pośrodku) oraz premier Holandii Mark Rutte Okres powojenny nie był łatwy dla Freddie. Rozpoczęła się zimna wojna, przewagę zyskał makkartyzm. Komunistyczni bojownicy ruchu oporu wypadli z łask, a rząd holenderski, który był antykomunistyczny próbował również stłumić pamięć o śmierci Hannie Schaft w 1951 roku. Wobec tego wystarczyło, że Freddie była członkinią komunistycznej organizacji młodzieżowej, żeby odepchnąć ją na bok i objąć zapomnieniem jej zasługi. Freddie wkrótce poczuła się wydalona we własnym kraju, dla którego wielokrotnie ryzykowała życiem.