Indianie zorientowali się szybko i ruszyli do ataku. Starając się nie dopuścić do ucieczki Amerykanów, podpalili prerię. Amerykanie ogłosili bitwę jako zwycięstwo, mimo że faktycznie była porażką. Duży oddział amerykańskiej kawalerii (ponad 300 żołnierzy) od zagłady uratowała znakomicie dysponowana artyleria. Po tym zdarzeniu Carson zrzekł się dowództwa w walkach z Komanczami na rzecz Ranalda Mackenzie. Przeciągające się kilka lat bitwy z Texas Rangersami skłoniły, w roku 1871, rząd amerykański do podpisania traktatu o nieagresji. Pokój był chwiejny gdyż stale napływający łowcy bizonów prowokowali Komanczów do ataku. Rok później wojsko amerykańskie pod dowództwem Mackenzie wtargnęło zbrojnie na tereny Indian, by zniszczyć Komanczów i ich sojuszników, jednak skończyło się to niepowodzeniem, i po kilku potyczkach podpisano kolejny traktat. Ten jednak także złamano rok później (1873), nacierając po raz kolejny na Komanczów. Plemię nie ponosiło wielkich strat ludzkich, lecz Amerykanie niszczyli pozostawione tipi, wybijali pozostawione konie, czym osłabiali Indian. Brak bizonów jako źródła pożywienia także osłabiał Komanczów. W roku 1874 część zgodziła się osiąść w rezerwacie pomiędzy rzekami Washita i Red River. Pozostali pod wodzą Quanah Parkera, odmówili posłuszeństwa, prowadząc wojnę o ratowanie bizonów.