Andrew Wright z The Skinny argumentował, że piosenkarka znalazła swoją indywidualną tożsamość na High Expectations, który to album opisał jako wszechstronny, pomimo „niektórych nadgorliwych prób przebicia się do Top 40”. Z drugiej strony, Joe Hale z magazynu Clash uznał utwory na High Expectations za „zbyt wypieszczone, przy czym Mabel stworzyła go trochę zbyt bezpiecznie, by zakwalifikować album jako całkowicie oryginalny lub progresywny”, ale doszedł do wniosku, że ma „kilka prawdziwych atrakcji” i pokazuje „momenty talentu i sprytu”.
Alexis Petridis z magazynu The Guardian stwierdził, że High Expectations „brakuje osobowości”. Recenzentka Kitty Empire z The Observer napisała, że „High Expectations nie jest ani trochę frustrujący przywołując stare pytanie: według jakich kryteriów powinniśmy oceniać sukces?”. Z kolei krytyk Johnny Sharp z Uncut zauważył, że albumowi „Pomimo pewnych dość przyjemnych melodii, brakuje mu charyzmy wokalnej, żeby wyróżnić się spośród innych naśladowczyń Rihanny, Miley i Dua Lipy”. Mick Jacobs z PopMatters podsumował: „Chociaż album jest śpiewany pięknym, zwinnym głosem, jego zawartość nie niesie żadnych innowacji, które naprawdę wyróżniałyby utwory, nawet między sobą”.