Według Neda Raggetta z AllMusic Brendan Perry i Lisa Gerrard swoim debiutem płytowym stworzyli „uderzający, mroczny punkt orientacyjny” w muzyce wczesnych lat 80. Wkład wokalny ich obojga ocenił jako „wspaniały, bogaty, ciepły i nieziemski”, natomiast gęste, błyskotliwe dźwięki gitary i dudniąca gitara basowa oraz perkusja świadczyły jego zdaniem o muzycznych powiązaniach z Robinem Guthrie i Robertem Smithem. Recenzent wyróżnił utwory: „Frontier” (eksperymenty Lisy Gerrard z „z plemienną perkusją”), „Ocean” („wokalny wypad [Gerrard] w sferę glosolalii na tle gitary, dzwonków i innych instrumentów) oraz „Musica Eternal” („utwór doskonały, o fantastycznej, wysokiej nucie, z powoli narastającą kombinacją dźwięków dulcimeru, niskich tonów basu i strzelistego wokalu Gerrard”).
Recenzent Sputnikmusic stwierdził, iż debiutancki album Dead Can Dance przypomina swoim brzmieniem popularne wówczas gatunki, takie jak post-punk czy rock gotycki dając za przykład Joy Division i wczesny Cocteau Twins. Wskazuje na to, jego zdaniem, „bardzo mroczna, nastrojowa i w ogóle nie podnosząca na duchu muzyka”. Zauważył, że choć za stronę wokalną odpowiadają zarówno Brendan Perry jak i Lisa Gerrard, to piosenki Perry’ego są „raczej zwykłymi rockowymi utworami i stanowią zdecydowanie słabszą połowę albumu.