Między majem a czerwcem miały miejsce pierwsze nagrania z myślą o solowym albumie. Jednak ekscentryczny charakter Barretta ujawnił się znowu. Po kilku dniach nagrań Syd zniknął na dwa tygodnie. Później pojawiał się w studiu nieregularnie. Nagrane wówczas utwory nie spełniły oczekiwań wytwórni, w związku z czym sesję przerwano. Kiedy wydawało się, że artysta całkowicie stracił zainteresowanie muzyką, ten niespodziewanie pojawił się w marcu 1969 w studiu Abbey Road, oznajmiając, że przygotował nowy repertuar. Podjęta na nowo sesja przebiegała w sposób udany zaledwie przez kilka dni. Z każdym następnym dniem nieobliczalne zachowanie Barretta coraz bardziej utrudniało pracę. Szefowie wytwórni poprosili Davida Gilmoura i Rogera Watersa o pomoc w dokończeniu nagrań. Choć udało im się dokończyć nagrywanie albumu, jego ostateczny kształt wzbudził kontrowersje. Zamieszczono w nim utwory, w których pozostawiono wiele niedociągnięć artysty. Miało to zapewne uczynić nagrania bardziej autentycznymi, lecz zdaniem niektórych było to wykorzystywanie kiepskiego stanu psychicznego Barretta. Album ostatecznie rozszedł się w sześciu tysiącach egzemplarzy.