W maju otrzymałam pierwszy list, w którym pisał, aby do domu nie wpuszczać niejakiego Czesława Grabskiego, gdyż jemu zawdzięcza, że znajduje się w Dachau. Jindra w Dachau przebywał jako numer 3733 pięć lat i miesiąc. W obozie był królikiem doświadczalnym. Operacje, którą na nim przeprowadzono spowodowała stałe cierpienia. 22 lipca 1945 roku wrócił mąż do domu, bardzo schorowany o wadze 46 kilogramów. W domu zachowywał się dziwnie. Na moje pytanie, co go gnębi dawał wykrętne odpowiedzi. Ja sądziłam, że po wypoczynku zmieni się zachowanie u niego. Niestety po kilku tygodniach nareszcie powiedział mi, że jest chory, gdyż w Dachau przechodził różne badania, otrzymywał różne zastrzyki na „wzmocnienie”. Na moje pytania, jakie badania i zastrzyki otrzymywał, milczał. Nie chciał nic mówić, twierdził, że to był zły sen, który minął i już nie wróci. Przyznał się, że mężem dla niej już nie może być, on odejdzie, a ja mam sobie życie od nowa budować. Naturalnie nie zgodziłam się na rozłąkę. Kochałam męża i dzieci ojca również. Dopiero, gdy 31. 10. 1969 r. zmarł, dr Piekarski przy oględzinach zwłok stwierdził straszna operacje. Wielkie cięcie całego podbrzusza. Mąż umierał w strasznych cierpieniach, gdyż pękły całe narządy jak szklana kula i leżał we krwi.