Nierzadko okaleczeni przez psa Żydzi byli zabijani na miejscu przez Franza lub wysyłani na egzekucję do „lazaretu”.

Franz wykorzystywał również Barry’ego do tropienia i chwytania Żydów, którzy uciekli z transportów do Treblinki. Franciszek Ząbecki wspominał, że pewnego razu pies nie chciał uczynić krzywdy znalezionemu nieopodal torów kolejowych niemowlęciu, w konsekwencji czego esesman dotkliwie go pobił (ostatecznie dziecko zostało zabite przez samego Franza).

Barry przejawiał agresję jedynie w obecności swojego opiekuna. W czasie powojennego procesu aż jedenastu ocalałych więźniów zeznało, że gdy Franza nie było w pobliżu, pies pozwalał, by go głaskano, a nawet się z nim bawiono.

Po likwidacji obozu w listopadzie 1943 roku esesman Willi Mentz odwiózł Barry’ego do Ostrowi Mazowieckiej. Tam oddał go pod opiekę doktora Friedricha Struwego, komendanta miejscowego szpitala wojskowego. Pies spędzał większość czasu w gabinecie swojego nowego opiekuna, a wśród szpitalnego personelu zdobył sobie przydomek „wielki cielak”. W tym okresie nie przejawiał żadnych agresywnych zachowań. W 1944 roku Struwe oddał psa swojej zamieszkałej w Szlezwiku-Holsztynie żonie, później trafił on pod opiekę jego brata.