thumb|Ilustracja fragmentu, Alexandre-Évariste Fragonard, około 1830-35 Tymczasem Donna Elwira, która ostatni raz chciała sprawdzić uczucia swoje i swojego kochanka, wybiega z jego jadalni nie osiągnąwszy celu. Widząc zaś zaproszoną statuę idącą wprost na ucztę, krzyczy przerażona, a sprawdzający co się dzieje Leporelllo, raczej nie wykazuje wiele więcej odwagi. Język niemal utkwił mu w gardle i słowa, jakimi chce poinformować swojego pana o przybyciu niecodziennego, chociaż faktycznie zaproszonego, gościa, stają się chaotyczne. Szybko też chce ukryć się pod stołem.
Szlachcic sam wreszcie otwiera drzwi przybyszowi mocno się do nich dobijającemu. Tercet Komandor pod swą kamienną postacią rzeczywiście przybywa. Witając się z Don Giovannim rezygnuje jednak z ziemskiej strawy, gdyż nie żywi się już tym samym co śmiertelnicy. Proponuje jednak Don Giovanniemu inną ucztę i nakazuje mu podanie ręki. Zapobiec przyjęciu takiego zaproszenia próbuje Leporello tłumaczący absurdalnie, iż jego pan nie ma na to czasu. Tymczasem w sercu awanturnika wzbudza to dodatkową ciekawość, nie jest on przecież tchórzem. Wyciąga zatem rękę do Komandora i czuje przenikliwy chłód. Może tylko żałować za swoje winy, czego jednak nie chce uczynić, ginie więc w czeluściach otwierających się nagle przed nim piekieł przy wtórze chóru tamtejszych duchów.