Inną przyczyną miały być warunki pracy i zarządzanie zakładem: stare, mocno wyeksploatowane urządzenia na niedługi czas przed katastrofą zostały zastąpione nowymi, które jednak pracowały w inny, nieznany robotnikom sposób, działały w trybie testowym, miały wiele awarii i wnoszonych poprawek. To z kolei poskutkowało spadkiem tempa produkcji i stało się pretekstem dla kierownictwa zakładu do pozbawienia pracowników premii za styczeń. Pracownicy robili więc wszystko po to, by poprawić wyniki produkcyjne, ignorując niejednokrotnie przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy. Sytuacja ta była znana kierownictwu zakładów, które jednak nie reagowało.
Skutki Czterokondygnacyjny obiekt oddziału w wyniku eksplozji niemal w całości runął, grzebiąc w gruzach pracowników trzeciej zmiany (uszkodzeniom uległy też budynki przyległe). Fragment jednego z wagonów kolejowych, którymi przewożono materiały służące do produkcji, przeleciał około sto metrów i wbił się w budynek znajdujący się po drugiej stronie ulicy i torowisk kolejowych. Wstrząs odczuwalny był w całym Luboniu. Następstwem wybuchu był pożar, który ogarnął szczątki zawalonego obiektu. Straż pożarna i pogotowie ratunkowe zjawiły się na miejscu już po kilku minutach. Wspomagane były przez robotników z okolicznych zakładów przemysłowych. Na pomoc przybyło także wojsko.