Na dodatek tuż przed Wrocławiem doszło do połączenia się dwóch szczytowych stanów wód: z Nysy Kłodzkiej i Odry.

Protest w Łanach W czwartek i w piątek rozważano możliwość obniżenia wysokości zbliżającej się do Wrocławia fali powodziowej przez przerwanie wałów w Jeszkowicach i Łanach. Sprzeciw dużej grupy zgromadzonych mieszkańców tych wsi oraz Kamieńca Wrocławskiego, szczególnie w Łanach, uniemożliwił jednak rozlanie wody po tamtejszych polach i zabudowaniach mieszkalnych. Choć prace przygotowawcze i gromadzenie ładunków wybuchowych przez saperów już trwało, a wały zabezpieczone były kordonem policji, ludzie zaalarmowani przez jednego z mieszkańców, 11 lipca w nocy wylegli, by bronić wsi przed zalaniem. Podczas zakładania ładunków wybuchowych doszło do utarczek między saperami a mieszkańcami Łan. Nad ranem wicewojewoda odwołał akcję saperów, a ludność poinformowano, że „zaszła pomyłka”. Ponowną akcję podjął wojewoda, który przyjechał do wsi ok. godz. 18:00, lecz i on nie zdołał przekonać mieszkańców. Wicekomendant wrocławskiej policji Jan Albrechciński odmówił użycia siły. Przebywający tego dnia we Wrocławiu minister spraw wewnętrznych i administracji Leszek Miller domagał się odwołania wicekomendanta. Kolejna decyzja zapadła o czwartej nad ranem.