W wyroku z 31 maja 1627 Trybunał uznał Bolestraszyckiego winnym zarzutów i skazał go na 6 miesięcy wieży in fundo (łac. w lochu) w zamku przemyskim, pod karą banicji w razie odmowy odsiadywania kary przed upływem 6 tygodni od daty wyroku, a ponadto na wysoką grzywnę. Książka została spalona przez kata na rynku lubelskim, plebejuszowi za jej czytanie zagrożono śmiercią i konfiskatą dóbr, szlachcicowi — infamią.

Wyrok spowodował oburzenie, protestowali zarówno dysydent Rafał Leszczyński, jak i katolik książę Jerzy ZbaraskiAleksander Kraushar, Drobiazgi historyczne t. 1 Kraków 1891, Sprawa Bolestraszyckiego (s. 43 – 62).. Ówczesny hetman polny litewski Krzysztof Radziwiłł apelował w tej sprawie do króla Zygmunta: Gdyby nawet było w tej książce co zdrożnego, nikomu jednak nie jest nadana ani od W. Król. Mości, ani od Rzplej władza oczyszczania takiemi ofiarami panowania W. Król. Mości o utrzymaniu pokoju między dyssydentami (...) Żyje dotąd autor tego dzieła Piotr Molinus, a do tego pod królem katolickim, w samowładnem państwie, a jednak jest wolny i bezpieczny i liczne jego są cierpiane dzieła.