Zwiedzał więzienia, domy dla umysłowo chorych, szkoły, zakłady pracy.
O ile ludzi napotkanych w swych podróżach i rozmowy z nimi przedstawia satyryczno-karykaturalnie, o tyle odwiedzane przez siebie instytucje opisuje rzeczowo, porównując je z ich angielskimi odpowiednikami. „Wszystkie te dziewczęta (prządki) są dobrze, schludnie i nadzwyczaj czysto ubrane. Mogę zapewnić, że wśród dużej liczby robotników, których widziałem w różnych fabrykach, nie spotkałem żadnej twarzy, której widok zrobiłby na mnie przykre wrażenie. Żadna młoda dziewczyna wiedząc, że musi żyć z pracy swoich rąk, nie wyrażała życzenia, aby być zatrudnioną w inny sposób… Wiele z tych warunków, które w naszych fabrykach od wielu lat negatywnie skutkują, są tutaj zupełnie nieobecne”.
W miastach amerykańskich raził go brak higieny, a zwłaszcza powszechny zwyczaj żucia tytoniu i wypluwania go gdzie popadło. „Ten plugawy zwyczaj przyjął się we wszystkich miejscach publicznych w Ameryce. W sądach sędzia dostaje osobną spluwaczkę dla siebie, woźny dla siebie, świadek dla siebie, a więzień dla siebie. Nie zapomniano jednocześnie o członkach sądu i o publiczności, wielkiej liczbie ludzi, którzy, prawem natury, muszą pragnąć spluwać nieustannie.