Choć lipiec 1932 r. zapewnił partii nazistowskiej potężne zwiększenie siły w Reichstagu, dla jej przywódców przyniósł swego rodzaju rozczarowanie. Dla nich kluczowe w rezultatach nie było to, że powiększyli swoje dotychczasowe przedstawicielstwo w Reichstagu, lecz to, że nie poprawili wyniku z drugiej tury wyborów prezydenckich z marca, ani z wyborów w Prusach z kwietnia. W związku z tym pojawiło się poczucie, że poparcie dla nazistów osiągnęło szczyt. Przede wszystkim, pomimo wzmożonych wysiłków, Partia osiągnęła niewielki sukces w dążeniu do swego nadrzędnego celu, czyli rozbicia elektoratu socjaldemokratów oraz Partii Centrum. Nie było więc ponownego wybuchu wielkiej radości, z jaką naziści powitali wyborczy triumf z września 1930 roku. Joseph Goebbels zwierzył się swemu dziennikowi wrażeniem, że „zdobyliśmy maleńki kawałek”, nic ponadto. „Tym sposobem nie osiągniemy absolutnej większości”, konkludował. Tak więc wybory nadały świeżej energii poczuciu, że jak ujął to Goebbels, „coś musi się wydarzyć. Tym razem koniec opozycji. Teraz czyny!”.