Kierownik placówki miał wskazać budynek byłego DMK, który jeszcze nie jest zagospodarowany. Opierając się na jego ogólnych wskazówkach Grzegorz Dowlasz dotarł, przez stok pokryty zdziczałą roślinnością, do położonego wyżej dużego starego domu (współcześnie ul. Mączna 16). Był zdewastowany na tyle, że zaniechałby dokładniejszych oględzin, gdyby nie zmiana pogody. Deszcz skłonił go do wejścia do środka, obejrzenia, wykonania notatek i szkiców, dokonania pomiarów. Po oględzinach kolejnych spośród proponowanych obiektów, odszukanych w czasie wypraw rowerowych, przekonał się, że budynek w Zdrojach najlepiej odpowiada jego wizji domu rodzinnego. Żona dom obejrzała i zaakceptowała wybór, komentując: „No, za różowo to te początki się nie zapowiadają…”.

Uzyskanie dokumentów potwierdzających zgodę na zagospodarowanie budynku zgodnie z potrzebami eksperymentalnego rodzinnego domu dziecka, umożliwiających przystąpienie do prac remontowych i adaptacyjnych, nie było łatwe. Urzędnicy zwlekali, dziwiąc się ponagleniom „zapaleńca”, który chce załatwić niemal od ręki sprawę zwykle załatwianą miesiącami, w dodatku „nie swoją sprawę”.