Organizacja pracy w Ośrodku Wychowawczym budziła zastrzeżenia Dowlaszów. Dzieciom nie zapewniano poczucia godności, a nawet wystarczającego wyżywienia. W domach dziecka umieszczano dzieci w różnym wieku, często „trudną młodzież” – dewiacyjnych kilkunastolatków bez podstawowego wykształcenia, którzy dawali negatywny przykład młodszym dzieciom. Starania o korzystne dla dzieci zmiany organizacyjne, m.in. próba zorganizowania dla starszych odrębnej szkoły wieczorowej (zob. formy kształcenia, edukacja dorosłych), w której byliby traktowani odpowiednio do wieku (m.in. włączani do prac remontowych w budynkach placówki), nie powiodły się (mimo początkowych sukcesów). Inka Dowlasz wspomina dosłyszane nocą rozmowy rodziców z gośćmi – innymi młodymi wychowawcami z POW – prowadzone przy domowym poczęstunku (zwykle chlebie z powidłami lub domowym smalcem). Rozmawiano o tym, że dziecka nie da się wychować w warunkach „koszarowych”.

Głęboko przekonani o konieczności zmian organizacji systemu opieki nad opuszczonymi dziećmi Grzegorz i Weronika Dowlaszowie zdecydowali się działać – utworzyć rodzinny dom dziecka, jakich dotychczas nie było (wielodzietną rodzinę, nie przypominającą ani sierocińca, ani poprawczaka).