Oddział ten miał być wyposażony w dwie armaty Zieleniewskiego kute, gwintowane zamówione w krakowskiej fabryce żelaznej i odlewni. Armaty te kosztowały 5000 złotych reńskich i zapłacono za nie 2000 złr zaliczki. Działa te jednak podkupił generał Ludwik Mierosławski, który włączył je do swojego oddziału. Zamówiono więc kolejne działa. Tuż przed wyprawą jednak zamiast armat dostarczono coś co Miniewski w swoich wspomnieniach określił jako pompy odlane, żelazne, bez zapałów. Nie nadawało się to do walki, więc to żelastwo zakopano. Oddział miał posiadać własną kawalerię w ilości 40 koni. Koni jednak na punkt zboru przed wyprawą nie dostarczono, bo obywatel u którego one się znajdowały przywłaszczył je sobie. Kawalerzyści rozpoczęli wyprawę niosąc siodła na plecach. Były też duże problemy z amunicją. Do oddziału dostarczono jedynie 4000 kapiszonów, co po rozdzieleniu dawało po kilka sztuk na strzelca. Zapomniano też powiadomić niektórych oficerów o dacie wyprawy, więc dołączyli oni do oddziału dopiero po bitwie. Mimo tych braków pod wpływem nacisków Miniewski ze swoim oddziałem wkroczył do Kongresówki. Obawiano się, że Austriacy rozbroją i aresztują zgromadzonych już powstańców.