Atak na Aleksandrów 30 lipca por. „Góra” wysłał kilka wozów taborowych po zapas furażu dla koni. W drodze powrotnej, gdy zapadł już zmrok, kolumna znalazła się w pobliżu wsi Aleksandrów. Kresowi żołnierze niezbyt dobrze orientowali się w terenie, dlatego zarządzono postój, a jeden z partyzantów udał się do najbliższego gospodarstwa, aby zapytać o drogę. Na miejscu żołnierz zorientował się, że we wsi znajdują się Niemcy. Ostrzeżona kolumna objechała Aleksandrów od zachodu, po czym dotarła okrężną drogą do Wierszy, gdzie żołnierze zdali relację por. „Górze”. Niedługo później do Wierszy przybył jeszcze mieszkaniec Aleksandrowa, który również ostrzegł partyzantów, iż w jego wsi zakwaterowali Niemcy.

„Góra” był początkowo przekonany, że w Aleksandrowie przebywa zaledwie kilku żołnierzy nieprzyjaciela. Zadanie ich zlikwidowania powierzył dowódcy I Dywizjonu 27 Pułku Ułanów AK, chor. Zdzisławowi Nurkiewiczowi ps. „Noc”. Ten wczesnym rankiem 31 lipca skierował do Aleksandrowa patrol w sile sześciu ułanów. Zbliżywszy się do wsi, kawalerzyści zorientowali się, iż nieprzyjacielski oddział liczy co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy. Niemcy również dostrzegli partyzancki patrol, lecz zignorowali jego obecność, biorąc polskich kawalerzystów za żołnierzy jednego ze wschodnich oddziałów kolaboracyjnych.